Znów w pierwszej osobie.
Była zima, a ja jako że wyprowadziłam się z domu rodziców siedziałam sama. Nie było nic ciekawego w telewizji więc uznałam że wyjdę na spacer. Ubrałam tylko płaszczyk i kozaki na moje czarne rurki i niebieską bluzę. Szłam ulicami ślicznie rozświetlonego Londynu , weszłam do parku. Dzieci biegały po nim rzucając się śnieżkami niektóre budowały bałwana, a inne zjeżdżały na sankach. Moją uwagę przykuła grupka chłopaków na oko w moim wieku rzucali się śnieżkami i zachowywali jak dziesięciolatki. Usiadłam na ławce i oglądałam park po chwili poczułam na twarzy coś zimnego nie malowałam się więc nie było obaw żebym rozmyłam makijaż. Spojrzałam na grupkę chłopaków jeden z nich patrzył się na mnie i cieszył. Po chwili on oberwał ode mnie.
-Zemsta.-Pomyślałam i zaczęłam się śmiać. Podbiegł do mnie ten sam chłopak, który przed chwilą ode mnie oberwał śnieżką.
-Hej jestem Louis.-Przedstawił się i podał mi rękę.
-Megan, ale mów mi Meg. Ładnie zaczęliśmy znajomość.-Zaczęłam się śmiać, a on rzucił we mnie śnieżką
-Bardzo ładnie.-Zaśmiał się, a ja go wepchnęłam w zaspę.-Dobra rozejm?-Wstał, a jego przyjaciele zaczęli się śmiać.
-Tak.-Powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-Dobra to zapraszam do nas, ale szybko chodźmy.-Powiedział.
-Dlaczego i do ,,nas,, i ,,szybko,,?-Spytałam.
-,,Nas,, bo mieszkam z przyjaciółmi wskazał na chłopaków, a ,,szybko,, bo mam śnieg tam gdzie nie powinno go być.-zaczęłam chichotać.-To co idziesz czy mam cię prosić?
-Hmm...kusząca propozycja-Zaczęłam się śmiać.-Dobra idę.
Szliśmy jakieś 10minut przez które zdążyłam zapoznać się z chłopakami. Dom chłopców był duży i piękny dowiedziałam się też że tworzą zespół One Direction dobra, a o tym nie wiedziałam.
rok później
Jestem z Louisem bardzo szczęśliwa jesteśmy razem od 8 miesięcy kocham tego idiotę jak nikogo innego. 8 miesięcy temu Lou zapytał mnie o chodzenie.
Siedziałam sama na mostku w parku strasznie padało,a ja rozmyślałam o życiu. Bardzo podobał mi się.Louis, ale nie chciałam psuć naszej przyjaźni pewnie i tak nie mam szans u niego. To boli bardzo boli wiedzieć że osoba którą się kocha nie chce z tobą być. Usłyszałam że dzwoni mój telefon odkąd miesiąc temu pomogłam chłopaką szykować się na galę mieszkałam z nimi. Było po 24, spojrzałam na telefon widniał napis ,,Lou <3,, nieodebrałam za bardzo bolało po tem dzwonił jeszcze Harry, Niall, Zayn i Liam noi po raz chyba setny Louis wyłączyłam komórkę chciałam mieć spokój.Po jakiś dwóch godzinach usłyszałam że ktoś mnie woła. Odwróciłam się, a za mną stali już zdyszani chłopcy.
-Dlaczego nie odbierałaś, martwiliśmy się o ciebie.-Powiedział Liam, a wszyscy mu przytaknęli. Louis ściągnął swoją kurtkę i zakrył mi nią zlodowaciałe przez mróz ramiona.
-Chciałam porozmyślać.-Powiedziałam.
-Dziewczyno jest druga w nocy!-Krzyczał jak zawsze nadopiekuńczy Liam.
-Dobra spokój.-Powiedział do Liama Louis i mnie podniósł.
-Co ty robisz?-Spytałam zdezorientowana.
-Zanoszę cię do domu już pewnie jestes chora.-Powiedział z troską w głosie.
-Louis, po pierwsze nie jestem chora.- Kichnęłam
-Właśnie widze.
-Mam nogi więc mogę iść sama.
-Nie ma opcji. Strasznie zmarzłaś.-Zmienił temat.
-Nie aż tak bardzo.
-No widzę.-Roześmiał się. Po chwili byliśmy już w domu, ja poszłam się przebrać, a chłopcy zrobić gorącą czekoladę. Ubrałam się w czarny dres i zeszłam na dół. Już miałam zamiar wchodzić do kuchni gdy usłyszałam rozmowę chłopaków.
-Jak kochasz Megan to jej to powiedz musi wiedzieć nie odtrąci cię, pewnie czuje to samo.-Mówił Harry.
-Nie pewnie, ale na pewno.-Wtrąciła cała reszta.
-Nie wiem, a jeśli nie? To zniszcze tylko naszą przyjaźń.-Wtedy weszłam do kuchni. Wszystkie pary oczu były skierowane ku mojej osobie.-Słyszałaś?-Spytał Louis.
-Tak.-Odpowiedziałam krótko.
-Wszystko zepsuliście!-Krzyknął Lou i chciał wybiec z pomieszczenia. Złapałam go za rękę, a on na mnie spojrzał. Oczy miał przeszklona, a ja go delikatnie pocałowałam.
-Nic nie zepsuli, kocham cię Louis.-Pocałowałam go jeszcze raz, ale tym razem odwzajemnił pocałunek zawsze o tym marzyłam.
Trochę przesłodzony, ale mam nadzieję że sie podobał. Proszę o komentarze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz